środa, 15 lutego 2017

Miłosne sceny na plaży w Alanyi


Od romantycznych wpisów w klimacie "walentynkowym" od kilku dni aż się zaroiło, zatem i ja wiedziona nieco internetowym owczym pędem (a nieco złośliwością) postanawiam dziś nawiązać do tego klimatu. Dla zbudowania nastroju zacznijmy od słodkiej nadmorskiej fotki z tureckiej Alanyi:





Pięknie, prawda? Niesamowity romantyzm tej sceny aż się prosi o wykorzystanie! Można robić amatorskie, nieprofesjonalne fotki tak jak ja, ale można też pójść na całość i zamówić sobie sesję z fotografem. I to jaką! Na pewno każdy z Was widział mnóstwo słodkich obrazków z serduszkami ułożonymi z dłoni na tle zachodzącego słońca, przytulonych zakochanych i innych tego typu motywów. A zastanawialiście się kiedyś, jak takie miłosne fotki powstają? Obserwowanie procesu twórczego wcale nie jest romantyczne, ale za to szalenie zabawne i stanowiło dla nas świetną rozrywkę na alanyijskiej plaży.

Gdy tylko zaczyna się zbliżać zachód słońca, na plaży pojawiają się charakterystyczne grupki złożone z objuczonego toną sprzętu fotografa i pozującej pary (lub rodzinki). Zaczyna się zbiorowe ustawianie, przekładanie dłoni, poprawianie włosów, wyginanie ciał, zaplatanie rąk, podskakiwanie na komendę, wspólne patrzenie w dal, przytulanie... i co tam jeszcze fotograf wymyśli. Przypomina to trochę balet synchroniczny, bo taka pozująca para ustawiona jest nad brzegiem dosłownie co kilkanaście metrów. Zaobserwowaliśmy, że każdy z fotografów specjalizuje się w czymś innym- jeden ma wizję artystyczną z wyciągniętą w kierunku horyzontu ręką, inny każe siadać na skraju fal, jeszcze inny stawia na "naturalne" podskoki i włosy rozwiane wiatrem. Żelaznym punktem końcowym jest robienie wspomnianych już serduszek z dłoni na tle zachodzącego słońca. A w kolejce czekają niecierpliwie kolejne pary marzące o zestawie "oryginalnych" miłosnych zdjęć. I tak co wieczór od nowa... W życiu bym nie pomyślała, że w epoce smartfonów i aparatów cyfrowych nadal jest tak ogromny popyt na tego typu usługi!


Photo Service (prawie jak Secret Service) rusza do boju

 
Tuż za nim skrada się Photo Crew

I jeszcze jeden mistrz obiektywu, chyba tajniak bo bez napisu na koszulce

 
Na początek odprawa i podział terytoriów


Bardzo popularna pozycja "na kolanko"

Tutaj nóżce towarzyszy wyciągnięte ramię
(oj, musiało boleć po kilku minutach kolejnych ujęć)
 
 
Pani na fotkę, pan cierpliwie czeka obok 
 
 
Szczegółowa instrukcja kluczem do sukcesu
 
Nooo, teraz będzie dobrze (oczywiście kolanko musi być)
 
 
Praca fotografa foczek wymaga poświęceń ;-)
 
 
 
 
A tu już w bonusie moja fotka zachodzącego słońca, niestety bez romantycznych serduszek
(ale przecież możecie sobie nakleić fotoszopką)
 



wtorek, 7 lutego 2017

Tour de Kapadocja cz. 5 - Śladami pierwszych chrześcijan


Wielu rzeczy mogłabym się spodziewać po Turcji, ale na pewno nie tego, że w kraju tak mocno islamskim spotkam tak wiele śladów chrześcijaństwa. Kto by pomyślał, że właśnie tutaj działy się wydarzenia opisywane w Nowym Testamencie (pamiętacie? pisałam o niektórych z nich TUTAJ, kiedy zajmowałam się historią tureckich miast) i kto by wpadł na to, że akurat tutaj osiedlali się uciekający przez rzymskimi prześladowaniami pierwsi chrześcijanie?


W skałach Kapadocji wykuto setki, a może nawet tysiące jaskiń.
Dlatego nikt nie jest w stanie stwierdzić, ile z nich służyło za skalne kościoły.
 
 
Najbardziej namacalne ślady toczącej się kołem historii znaleźć można w Kapadocji. Już we wcześniejszych wpisach (TUTAJ i TUTAJ) wspomniałam, że miękka tufowa skała była idealna do wykorzystania w celach mieszkalnych. Jednocześnie region był stosunkowo bezpieczny, co we wczesnych czasach chrześcijańskich stanowiło ogromną zaletę i przyciągnęło tych wszystkich, którzy musieli schronić się przed surową ręką Rzymu. W imponującym tempie powstawały więc całe podziemne i naziemne kompleksy mieszkalne, a wśród nich także miejsca kultu religijnego. Setki wydrążonych jaskiń służyły nie tylko jako mieszkania, ale także jako kościoły, kaplice i miejsca pochówku. Co ciekawe, były one nie tylko wydrążonymi w skale dziurami- bardzo często miały naprawdę bogate formy architektoniczne, a ich sufity i ściany ozdabiane były przepięknymi kolorowymi  freskami. Aż trudno uwierzyć, ale wiele z nich zachowało się w niezłym stanie do dzisiaj! Najwięcej tego typu skalnych kościołów obejrzeć można w skansenie w Göreme, który jest (niestety) żelaznym punktem wszystkich wycieczek do Kapadocji, co oznacza, że jest tam wieczny tłok. Ale i tak warto tam zajrzeć, bo po przedarciu się przez tłumy głównie skośnookich turystów trafiamy na miejsca naprawdę ciekawe.


Tzw. "Ciemny kościół" z przepięknie zachowanymi freskami

Jedna z kaplic
 
Część skał zapadła się, ale przy okazji odsłoniły kunszt dawnych budowniczych


W pobliskiej miejscowości Çavuşin mamy kolejny przykład skalnego kościoła sprzed lekko licząc półtora tysiąca lat. Znajduje się on na Światowej liście Dziedzictwa Kulturowego UNESCO. co niestety nie zmienia faktu, że jest mocno nadgryziony zębem czasu, a w szczególności bezlitosną erozją. Zachowała się tylko część głównej sali oraz małe boczne pomieszczenia, do których wspiąć się trzeba stromymi schodami. Najpiękniejszym elementem są pozostałości fresków przedstawiających anioły oraz sceny z Nowego Testamentu.



Z rozmiarów skały można wnioskować, jak ogromny był kiedyś ten kościół



Niestety, miękkie skały są bardzo podatne na niszczenie pod wpływem wstrząsów i erozji



Biorąc pod uwagę warunki atmosferyczne, freski zachowały się nadspodziewanie dobrze


Nieco inne kościoły zachowały się w Dolinie Ihlara. Tam kuto głównie pojedyncze jaskinie, które z czasem powiększano o dodatkowe boczne komory i dlatego skalne kościoły również są mniejsze, ale tak samo piękne. Wejście możliwe jest tylko do niektórych, wiele z nich jest zniszczonych lub położonych na tyle wysoko, że bez dobudowanych schodów nie da się do nich wspiąć. Widać jednak, że wspólnota chrześcijańska rozwijała się w tej dolinie bardzo prężnie, co zresztą jest logiczne, zważywszy na stały dostęp do wody, drewna i bujnej roślinności.


W całej dolinie rozsianych są dziesiątki takich skalnych kościołów
 
 
Piękne freski na suficie
 

Widać, że artyści bardzo dbali o dekoracyjne szczegóły
 
 
Setki lat a kolory nadal takie żywe!
 

Niektóre kościoły miały kilka komór
 

Piękne, prawda?


Podążając śladem skalnych kościołów zajrzeliśmy też do kamiennego miasta Zelve. Zostało ono częściowo zniszczone w wyniku trzęsienia ziemi, ale mimo to zachowało się sporo miejsc kultu religijnego wspólnoty chrześcijańskiej. Trafiliśmy tam między innymi na obszerny kościół z kilkoma komorami i pięknie wykutymi zdobieniami, widocznych było też sporo wyblakłych fresków. Bardzo przyjemny był też fakt, że w przeciwieństwie do Göreme tutaj nie było prawie wcale turystów i mogliśmy bez przeszkód spokojnie odkrywać kolejne klimatyczne miejsca.


Tak wygląda fragment Zelve, jak widać jaskiń małych i dużych było tam zatrzęsienie
 
Oczami wyobraźni od razu widzę tu modlących się pierwszych chrześcijan

Piękne detale- jakim cudem one przetrwały?

W bocznych niszach robiono wnęki na chowanie zmarłych


Fragmenty fresków z aniołami i świętymi



Oczywiście tak jak pisałam na początku historia kołem się toczy. Czasy licznego pobytu chrześcijan na terenie dzisiejszej Kapadocji dobiegły kresu, a późniejsi włodarze tych ziem delikatnie mówiąc niespecjalnie zainteresowani byli utrzymaniem skalnych kościołów w dobrym stanie. Jak to się często dzieje w wyniku historycznych zawirowań, skalne miasta padły ofiarą wyznawców już zupełnie innej religii, która za niedopuszczalne uznaje przedstawianie postaci ludzkich czy boskich. W efekcie wiele fresków zostało dokumentnie zniszczonych, a te, które miały szczęście wejść w skład oficjalnych obiektów muzealnych, przetrwały z zamazanymi twarzami lub przynajmniej wydrapanymi oczami. Cóż, pozostaje się cieszyć, że nie stało się tak, jak choćby z wielkimi posągami Buddy z Afganistanu, po których nie został ślad, bo wysadzone zostały w drobny mak przez islamskich fanatyków. Bardzo smutne jest natomiast, że nikt nie reaguje na inne sytuacje, jak choćby taką obraźliwą "dekorację" dawnego greckiego kościoła w Derinkuyu:


Tak kościół prezentuje się z daleka


 
  
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Do środka niestety wejść nie można, ale widać ślady przepięknych zdobień nad drzwiami




Te paskudne malunki są niestety dosyć świeże


Ma być Allah i koniec


Spray'owymi napisami pobazgrane są prawie wszystkie ściany





środa, 25 stycznia 2017

Tureckie stroje kiedyś i dziś




W styczniowej odsłonie akcji "W 80 blogów dookoła świata" zajmujemy się tematem strojów z całego świata. W moim artykule opowiem Wam, jak wyglądała moda turecka kiedyś, a co nosi się dzisiaj, natomiast na końcu znajdziecie linki do opowieści z innych krajów.  Serdecznie zapraszam!






Tureckie tradycyjne stroje w zbiorową świadomość wdarły się głównie za sprawą popularnego serialu "Wspaniałe stulecie" (o którym pisałam TUTAJ) oraz kilku innych podobny produkcji. Niestety, ich obraz został kompletnie zafałszowany, bo na potrzeby uatrakcyjnienia wyglądu bohaterów i dopasowania się do współczesnych gustów zmieniono zupełnie obraz tego, jak wyglądały tureckie ubiory w tamtych czasach. W rzeczywistości tak seksowne, obcisłe suknie z wielkimi dekoltami nie mogłyby funkcjonować w tureckiej kulturze. Poza tym na satynę i jedwab sprowadzany z Chin stać było tylko najbogatszych, a ubrania całej reszty (w tym służących) szyte były z wełny, skór, futra i bawełny. Sposób ubierania się definiowany był nie tylko przez zasady islamu, ale przede wszystkim przez praktykę życia codziennego- skoro podstawowym środkiem lokomocji dla wszystkich klas społecznych był koń, to nie mogło być mowy o długich, niepraktycznych sukniach. Dlatego zarówno mężczyźni, jak i kobiety, nosili długie, szerokie spodnie, zebrane przy kostkach, a na to szerokie kaftany lub kamizele (często fantazyjnie wyszywane w motywy roślinne) ozdabianie biżuterią, haftami i bogato zdobionymi pasami. W czasach osmańskich szczególnie bogaci mężczyźni zakładali rozpinane, długie do ziemi kaszmirowe lub jedwabne okrycia często wyszywane złotem i zdobione roślinnymi ornamentami. Typowe kobiece suknie pojawiły się dopiero w XIX wieku, pod wpływem mody z dworów europejskich i ubierane były głównie przy szczególnych okazjach, np. na wesela, przy czym ich wygląd znacznie odbiegał od szalenie seksownych sukien pokazywanych we wspomnianym na początku serialu. 



Tradycyjne codzienne stroje tureckie (źródło: internet)


(źródło: internet)
(źródło: internet)


Między strojem damskim a męskim widać wyraźne podobieństwa (źródło: internet)



(źródło: internet)


Ozdobny sułtański kaftan z kaszmiru (źródło: internet)



 
XIX wiek (źródło: internet)
XIX wiek (źródło: internet)





A jak wygląda turecka ulica dzisiaj? Od czasów "reformy odzieżowej" Atatürka w 1925 roku (o której wspominałam TUTAJ) wprowadzającej powszechnie zachodnie stroje, z codziennego  użycia wyszły ubrania i narycia głowy w klimatach orientalnych. Z drugiej strony dominującą w Turcji religią jest islam, co niesie za sobą pewne konsekwencje związane z ubiorem (pisałam o tym TUTAJ). Skutkiem tego wszystkiego tak naprawdę na tureckiej ulicy można spotkać bardzo różnorodne opcje ubioru, a od konkretnego regionu zależy, czy będą to klimaty bardziej czy mniej liberalne, np. ulice w Ankarze wyglądają jak w dowolnym innym kraju europejskim, natomiast w takiej np. Konyi od razu widać, że jesteśmy otoczeni społecznością islamską.



Ankara- ale sądząc po widoku równie dobrze mógłby to być Kraków

Konya- tutaj ludzie na ulicy wyglądają już inaczej










































Młodzi ludzie uwielbiają ubrania markowe (albo przynajmniej porządne podróbki), z drogimi metkami i błyszczącymi aplikacjami. Krótkie spodenki i odważne dekolty funkcjonują równolegle do hidżabów i długich płaszczy zakrywających sylwetkę. W dobrym guście jest noszenie okularów przeciwsłonecznych z oprawkami znanej firmy, modne są różne odmiany wytartego dżinsu, z niezrozumiałych powodów faceci uwielbiają też lustrzane mokasyny w towarzystwie białych skarpetek. Do łask powoli wracają brody (które przez prawie sto lat były na cenzurowanym ze względu na zbyt silne skojarzenia z islamskim ekstremizmem), a nieustająco na topie są sumiaste wąsy. Kobiety gustują w ubraniach bardzo kolorowych, z cekinami, koralikami i dużą ilością biżuterii, albo dla odmiany kompletnej czerni. Do kanonu mody należy także mocny i wyrazisty makijaż, a zadbane i ufryzowane włosy to po prostu oczywistość. Jeśli natomiast chodzi o starsze pokolenie, to mężczyzn spotkać można głównie w wełnianych szarych garniturach, pod które noszone są swetry lub kamizele, a kompletu dopełnia charakterystyczna szydełkowa czapeczka. Starsze kobiety bardzo często noszą workowate suknie do ziemi, a w regionach wiejskich i bardziej konserwatywnych szerokie szarawary, kamizele i chusty, które jeśli się dobrze przyjrzeć, nieco przypominają kostiumy historyczne.

  
Wbrew pozorom ludzie ubrani zupełnie "po europejsku" to normalna sprawa

Normalny jest też taki widok


Młode kobiety coraz częściej noszą hidżab
Na szczęście nikab to w Turcji raczej nieczęsty widok
  
Modelowy przykład  ubioru starszego pana



Starsi panowie wszyscy wyglądają tak samo


Szarawary i chusty nie straciły na popularności




A na zakończenie mały bonusik- moje absolutnie ulubione zdjęcie- widok nieodparcie kojarzący mi się z turecką modą :))))))))))











Tutaj możecie poczytać o tym, co jest modne w innych zakątkach świata:

Austria:
Viennese breakfast: Austriacy ubrani na ludowo - od święta i do biura
Chiny: 
Biały Mały Tajfun: Stroje ludowe Yunnańczyków
Finlandia:
Finolubna: Marimekko. Ikona fińskiej mody
Francja: 
Zabierz swego lwa: Culottes, pantalon (40)
Blog o Francji, Francuzach i języku francuskim: Porozmawiajmy o ciuchach
Moja Alzacja: Alzacki strój regionalny
Madou en France: Alzacki strój wczoraj i dziś
Gruzja:
Gruzja okiem nieobiektywnym: Gruzińskie stroje w różnych odsłonach
Hiszpania:
Slowlingo.pl: O fenomenie gospodarczym i modowym hiszpańskich marek odzieżowych
Japonia:
Japonia-info.pl: Kimono - garść ciekawostek
Kirgistan: 
Kirgiski.pl:  Tradycyjny strój kirgiski
Norwegia:
Norwegolożka: Bunad - norweski strój narodowy
Jeśli ktoś z Was też jest autorem językowo-kulturowego bloga i chciałby się do nas przyłączyć, zachęcam do zajrzenia na TEGO bloga grupy, a także do kontaktu pod adresem e-mailowym blogi.jezykowe@gmail.com.